Żurnaliści

List od Redakcji

Drodzy Czytelnicy! Witamy na zakładce Żurnaliści. Znajdziecie tutaj recenzje filmów, książek oraz piosenek. Ponadto będziecie mogli przeczytać wywiady z interesującymi osobami.

Zespół redakcyjny tworzą : Weronika Bobula, Hanna Chorąży, Maksymilian Krawiec,  Paulina Krzyżanowicz, Kornelia Kucharek, Aleksandra Lewicka, Wiktoria Makoś, Miłosz Musiał, Oliwia Parcheta oraz Kamila Rekieć. Opiekunem grupy jest p. Monika Krawiec.

Zapraszamy do odwiedzania naszej zakładki! 🙂

 

Kiedyś byłem nieśmiałym chłopakiem, teraz jestem wicemistrzem Polski – wywiad z Błażejem Hajdukiem

Oliwia Parcheta, Wiktoria Makoś : Od ilu lat trenujesz i jak to się stało, że zacząłeś?

Błażej Hajduk : To… może być już z 5, albo 6 lat, jak nie więcej. Jak to się stało? Po prostu pewnego dnia razem z kolegami stwierdziliśmy, że fajnie  by było pójść na taki trening no i skończyło się tak, że trenuję po dziś dzień.

Jakie masz osiągnięcia i jaki masz tytuł?

W tamtym roku zdobyłem tytuł wicemistrza Polski i to jest aktualnie moje najwyższe osiągnięcie.

fot. DDZ24.eu

Czyli jak jesteś na zawodach, to wywołują cię Błażej Hajduk – wicemistrz Polski?

Tak, raz się tak zdarzyło i wyszedłem wtedy do podniesienia sztandaru.

Jak godzisz sport ze szkołą, życiem towarzyskim?

To wygląda tak, że dużo moich znajomych poznałem tam, na zapasach i myślę, że to się jakoś ze sobą wiąże. Życie towarzyskie i sport. Tak naprawdę, na wszystko znajduję czas. Mam czas na treningi, na wyjście ze znajomymi, na szkołę.

Wiążesz z zapasami przyszłość, czy to tylko hobby?

Raczej nie. Chciałbym uprawiać sport, ale chyba nie zapasy. Czuję, że się trochę wypaliłem, że to nie jest to samo co kilka lat temu.

Czyli parę lat temu był taki zapał? Że to było to, co chciałeś robić?

Tak, wtedy  tak. To było jeszcze wtedy, kiedy Bielawianka miała dużo zawodników. W momencie, kiedy oni poodchodzili, to jest trochę smutniej u nas w klubie. I myślę, że raczej nie ulegnie to zmianie.

Czy sport, albo klub, zmienił Ciebie jako człowieka?

Ogromnie. Porównać mnie 5, czy 6 lat temu do tego jaki jestem teraz to po prostu dwie zupełnie inne osoby. Kiedyś byłem bardzo nieśmiałym i wrażliwym chłopakiem.  Byłem też trochę pulchny, jeśli mogę tak powiedzieć. Teraz jestem zupełnym przeciwieństwem.

Czy sport wymusza na Tobie jakieś poświęcenia?

Tak, często przed zawodami, kiedy np. trzeba trzymać wagę i nie można przytyć, to wtedy naprawdę muszę trzymać się diety. Ale głównie tylko to.

Co ogólnie zawdzięczasz zapasom?

Bardzo wiele. Po pierwsze, gdyby nie one to teraz zapewne byłbym grubszy, pewnie miałbym krzywe nogi, co brało się z tego, że szybko rosłem i moje mięśnie nie nadążały. Też to, że mam dużo przyjaciół, poznałem wielu ludzi, m.in. moją dziewczynę.

W takim razie, jak to jest być z osobą, która podziela twoją pasję? Czy to, że jest coś, co was łączy jest dużym plusem?

To, że mamy wspólne hobby, jest o tyle fajne, że możemy o tym podyskutować. Mamy dzięki temu dużo tematów. Rozumiemy się, kiedy podczas oglądania naszych walk mówimy coś w stylu “a mogłem tu rzucić biodro” i to jest bardzo fajne.

Czy jest ktoś, kto cię wspiera w tym co robisz?

Rodzice mnie zawsze wspierają. Mój tata trenował judo, więc podziela mój entuzjazm do sportów walki. Czuję od nich wsparcie totalne, cokolwiek by się nie działo. Nie ważne, czy wygrywam, czy przegrywam.

A jaka panuje atmosfera w klubie? Jacy są trenerzy?

Tak jak mówiłem wcześniej, wiele osób odeszło, więc atmosfera się zmieniła. Kiedyś byliśmy jedną wielką rodziną, teraz jest inaczej. Z trenerami jest różnie. Ci młodsi, bardziej nas rozumieją, ci starsi żyją trochę w innym świecie. Kładą na nas za duży nacisk i często mają zbyt proste rozwiązania trudnych problemów.

Czy była sytuacja, że trener namawiał cię do pójścia do szkoły sportowej?

Tak, wiele razy. Na treningach, na zawodach. Często o tym wspominali, np. jeden z trenerów namawiał mnie na szkołę w Raciborzu, gdzie uczy się jego syn – również zapaśnik. Mówił, że będzie mi łatwiej, bo będę miał kolegę.

Czy za swoją ciężką pracę dostajesz jakieś wynagrodzenie?

Jeżeli odniosę w danym roku jakiś sukces, to w następnym przyznawane jest mi stypendium, wypłacane co miesiąc. Jego wartość zależna jest od rangi. Jeśli jest to 3 miejsce na LZS’ach* to jest to ok. 150zł. Jeśli jest to 1 miejsce, to coś koło 200zł. Najwyższe stypendium o jakim słyszałem, to 300zł miesięcznie.

Masz jakiś autorytet, który pomaga ci w dążeniu do celu?

Moim wielkim autorytetem jest mój tata, który niestety po kontuzji jego brata, czyli mojego wujka, nie mógł kontynuować trenowania judo. Bardzo bym chciał go uszczęśliwiać zdobywaniem sukcesów.

Jak się nastawiasz przed zawodami?

Słucham muzyki, głownie hip-hop, rap, a czasem nawet jakieś rockowe brzmienie. Mam po prostu swoją playlistę i ona mnie nastawia do walki.

Czy któraś walka pozostała Ci w pamięci?

Tak, to była walka o finał na Mistrzostwach Polski z zawodnikiem, z którym zazwyczaj wygrywałem. Jednak wtedy tak się zestresowałem tym, że mógłbym z nim przegrać, że schodziłem z maty z naprawdę mocno bijącym sercem, bardzo przyspieszonym oddechem i cały spocony. Normalnie walka pewnie zakończyłaby się po jednej rundzie, a tak trwała dwie. Przez to, że bałem się przegrać mocno zapadła mi w pamięć.

Masz jakieś marzenia?

Moim marzeniem jest dalej uprawiać sport. Może nie zapasy, ale ciągle chciałbym iść w tym kierunku. Jednak, co jak co, ale ten sport odegrał bardzo ważną rolę w moim życiu.

*LZS – Ludowe Zespoły Sportowe

Wywiad przeprowadziły : Oliwia Parcheta i Wiktoria Makoś

 

 

 

„TO” STEPHEN KING – RECENZJA KSIĄŻKI

Przedmiotem mojej recenzji jest najbardziej przerażająca powieść mistrza grozy, Stephena Kinga pt. „To”, wydana w 1986 roku. „To” chodziło za mną od dawna lecz długo odkładałam przeczytanie powieści na później. Dopiero niedawno postanowiłam po nią sięgnąć. Zachęciło mnie do tego wznowione wydanie wydawnictwa Albatros w filmowej okładce.

Otworzyłam książkę i początek zwalił mnie z nóg. Czarne macki niesamowitego klimatu wychynęły z pierwszej strony, chwyciły mnie i brutalnie wciągnęły do powieści o małym Geogre’u, który w żółtym płaszczyku biegł za papierowym okrętem porwanym przez nurt spływającej ulicą wody. George natknął się na To a wtedy jego dziewięcioletnie życie zakończyło się w bólu, zanim ktokolwiek zdołał go uratować.
Wydarzenie to rozpoczęło serię brutalnych zbrodni dokonanych na dzieciach w miejscowości Derry w stanie Maine.
Mija 27 lat i koszmar w Derry rozpoczyna się od nowa. To powróciło i ponownie zbiera krwawe żniwo. Członkowie Klubu Frajerów dotrzymują obietnicy złożonej w dzieciństwie i odpowiadają na wezwanie. Czy będą w stanie odnaleźć w sobie dziecięcą odwagę aby stawić czoła złu i tym razem ostatecznie je pokonać?

fot. Weronika Bobula

Dwutorowa akcja książki osadzona w 1958 i 1985 roku jest pełna licznych wątków, dygresji oraz retrospekcji, co wcale nie przeszkadza w czytaniu a wręcz ubarwia treść książki. Stephen King doskonale opanował pisanie w dwóch różnych przestrzeniach czasowych. Wszelkie przejścia czasowe są płynne i niemal niezauważalne. Ponadto autor idealnie oddaje realia życia amerykańskiej prowincji w obu tych okresach.

Stephen King doskonale uformował bohaterów powieści. Każde z dzieci jest unikalne i posiada typowe cechy przypisywane nastolatkom. Autor rewelacyjnie poradził sobie również ze stworzeniem sylwetek tych samych bohaterów ponownie, tym razem przedstawiając ich jako dorosłe osoby.

„To” jest jak głęboka studnia kryjąca w sobie lepkie macki, które wciągają i zostawiają na ciele swój śmierdzący śluz i kiedy po przeczytaniu lektury możesz chwycić krawędź studni i wydostać się na powierzchnię, nadal masz na sobie okropny zapach historii.
„To” zapada w pamięć i na długo nie daje o sobie zapomnieć.

„To” jest najbardziej interesującą książką jaką dotąd czytałam. Akcja wciąga i trzyma w napięciu do samego końca. Powieści nie czyta się szybko lecz wcale nie dlatego, że ma ona ponad 1000 stron. Jest ciężka i dotyka trudnych tematów takich jak nietolerancja, przemoc w rodzinie czy stopniowe popadanie w obłęd. Pokazuje z czym wiąże się dorosłość i jak kruche jest ludzkie życie. Tym samym skłania do refleksji a czasem wręcz przytłacza. Podczas czytania czas traci znaczenie a rzeczywistość zaczyna się oddalać. Po przeczytaniu zaszywa się w pamięci i zostaje tam na długi czas.

Uważaj, bo ciebie też porwie…

Autor : Weronika Bobula

 

 

Queen – Bohemian Rhapsody (1975)

Przenieśmy się do roku 1975. Na ekrany kinowe trafiają Szczęki oraz Lot nad kukułczym gniazdem, na świat przychodzi Angelina Jolie, a brytyjska grupa Queen wydaje album, który został okrzyknięty ich opus magnum, a mianowicie A night at the opera. Właśnie z tej płyty pochodzi niezwykle popularny singiel. Bohemian Rhapsody.

Końcówka zeszłego roku w kinematografii upłynęła pod znakiem jednego filmu: biograficznej historii zespołu Queen, nazwanej właśnie Bohemian Rhapsody. Premiera tego filmu była idealnym pretekstem do przypomnienia sobie twórczości brytyjskiej grupy, a co za tym idzie, ich wielkiego przeboju, którego tytuł podałem powyżej.

Singiel w zaledwie trzy miesiące sprzedał się w ponad milionie egzemplarzy, a teledysk na platformie YouTube obejrzało około 900 milionów widzów. Takie liczby nie zdarzają się często. Warto dodać, że aktualnie średnia wartość oryginalnego singla wynosi 45 Euro.

fot. Miłosz Musiał

Bohemian Rhapsody to utwór wyjątkowy. W czasach premiery nie było mowy o bardziej złożonym utworze w muzyce popularnej, niż właśnie singiel Queen. Piosenka podzielona jest na kilka konkretnych części, które znacząco różnią się od siebie klimatem. Czasami słyszymy głośne, rockowe gitary, a innym razem z głośników dobiegają dźwięki kojarzone raczej z operą.

Tekst utworu w budowie przypomina spowiedź przed matką. Freddie Mercury śpiewa o tym, że zabił człowieka, jednak sam autor powiedział, że te słowa nie mają jednego znaczenia. Muzyk pozostawił wolność interpretacji odbiorcom, a tych interpretacji jest równie wiele co odbiorców. Jedni doszukują się tam metafor odnoszących się do seksualności muzyka, a jeszcze inni próbują znaleźć dowody na to, że artysta opisywał rzeczywiste wydarzenia.

Osobiście uważam, że Bohemian Rhapsody to jeden z najważniejszych (o ile nie najważniejszy!) utwór w historii muzyki popularnej. Wydaje mi się, że ciężko będzie znaleźć piosenkę, która miała większy wpływ na popkulturę, niż właśnie singiel brytyjskiej grupy Queen.

Autor : Miłosz Musiał

 

 

Po pierwsze żebyście się nigdy nie poddawali i zawsze szukali prawdy w swoim życiu – wywiad z Księdzem Tomaszem Kulą.

Ksiądz Tomasz Kula od początku roku szkolnego 2018/2019 prowadzi lekcje religii w klasach trzecich gimnazjalnych oraz ósmych szkoły podstawowej. Dopiero skończył seminarium, a już stał się ulubieńcem wielu uczniów. Mimo to wciąż mało wiemy o księdzu, a zwłaszcza o jego życiu prywatnym, dlatego postanowiliśmy przeprowadzić z nim wywiad i uchylić rąbka tajemnicy…

 

Hanna Chorąży, Kornelia Kucharek : Szczęść Boże. Kim Ksiądz chciał zostać w wieku 15-16 lat?

Ks. Tomasz Kula : Otóż tak, myślałem, że może pójdę na studia związane z historią albo z prawem – tak też niektórym mówiłem – ale w głębi serca tak czułem i wiedziałem, że pójdę do seminarium – czyli w stronę kapłaństwa.

Co Księdza skłoniło do tego, aby wstąpić do seminarium?

Można by długo opowiadać. Trzeba by było cofnąć się do moich najmłodszych lat dzieciństwa i tam gdzieś się to już zrodziło we mnie, w moim sercu, i tak myślę, że przez te wszystkie lata, kiedy dorastałem i chodziłem do szkoły było we mnie.

 Co się Księdzu najbardziej podobało w seminarium?

Poukładanie i porządek całego dnia. To było bardzo pomocne w życiu. Były tam też chwile na rekolekcje, na dzień skupienia i można było z tego korzystać.

Czy ma Ksiądz jakieś hobby? Co Ksiądz lubi robić w wolnym czasie?

Lubię spotykać się ze znajomymi, przyjaciółmi. Jestem osobą, która lubi przebywać z ludźmi, w towarzystwie. Lubię także zwiedzać, spacerować, oglądać ciekawe miejsca.

A co Ksiądz ostatnio zwiedził i zachęca do zobaczenia?

Wiele jest ciekawych miejsc, związanych głównie z religią. Są to na przykład miejsca sakralne. W Ząbkowicach jest Kościół Sióstr Klarysek. Panuje tam specyficzna atmosfera – pokoju i wyciszenia, i tam bardzo lubię przebywać.

Jaki jest Księdza ulubiony film lub serial?

Jest taki serial The Crown, bardzo go lubię oglądać. Skończyłem już cały i czekam na kolejny sezon.

Jakie ma Ksiądz plany na przyszłość? Jak Ksiądz widzi siebie za 10 lat?

Na pewno to zależy od moich przełożonych. Myślę, że będę się dalej rozwijał i umacniał w kapłaństwie.

Czy zrealizował już Ksiądz jakieś swoje marzenia i czy ma Ksiądz jeszcze jakieś?

Marzenia mam, ale były zrealizowane. W czasie seminarium zwiedziłem Rzym, byłem w Bazylice świętego Piotra, to było moje marzenie, ale także to, że zostałem księdzem. Chciałem po święceniach zostać przydzielony do parafii, do jakiegoś ładnego, starego kościoła.

Tak już na koniec czy ma Ksiądz jakieś rady dla osób w naszym wieku?

Tak, mam. Po pierwsze żebyście się nigdy nie poddawali i zawsze szukali prawdy w swoim życiu i do niej dążyli.

W takim razie dziękujemy, bardzo miło się z Księdzem rozmawiało.

Dziękuję.

Wywiad przeprowadziły : Hanna Chorąży i Kornelia Kucharek